Przeciętny maniak gier planszowych wygląda jak złośliwie zaprojektowany, rozlatujący się, post nuklearny mebel ! Wygląda jak fiat tico po czołowym zderzeniu z tirem wypełnionym klinkierem ! Wygląda jak zergling przebrany za zombie i mruczy "hmmmrrr hmmmrrr". Tak wygląda i chce o tym zapomnieć.

"German style" - Książęta Florencji


Blefuj
Po chwili dostrzegam, że w dużej sali jest pewna grupa, na którą lustro nie działa. Jest to elitarny zakon wśród fanatyków - sprzedawcy planszówek. Osiągnęli oni już ten upragniony stopień wtajemniczenia, że nie mają odbicia w lustrze ! Gdy siadam z nimi do ostatnio popularnej "blefuj" nie wiem jeszcze, że nie mam absolutnie żadnych szans na zwycięstwo. W grze o takim tytule nie mogę przecież wygrać z ludźmi, którzy kłamią osiem godzin dziennie. I jeszcze dostają za to pieniądze !
Blefuj to 10 minutowa karcianka. Karty przedstawiają osiem zwierzątek, którymi potencjalnie żywi się mój kot: szczur, pluskwa, karaluch, nietoperz, żaba, pająk, niepamiętam, niepamiętam. Każde z nich ma osiem kart. W sumie 64 RÓŻNIE i świetnie ilustrowanych kart, na których kocia karma ma fantastycznie uchwycony charakter, np.:
Blefuj jest odwrotnością mechanizmu "set collection" - przegrywa ta osoba, której wciśnięte zostaną cztery karty tego samego typu (czyżby "don't set collection" ?). W uproszczeniu wygląda to tak: zagrywasz kartę do przeciwnika i deklarujesz jakie zwierze to jest. Przeciwnik zgaduje czy mówisz prawdę czy kłamiesz. Jeśli nie odgadnie, to dostaje ją jako "wciśniętą" (kładzie widoczną na stole). W przeciwnym wypadku ty dostajesz ją jako "wciśniętą".
Mam bardzo nietypowe podejście do tej gry. Zupełnie nie interesuje mnie szczątkowa taktyka, która chyba jest obecna w tej grze. Patrzę wyłącznie na to jak się osoba zachowuje. Gram jako kapustka - detektor kłamstw. Oceniam głos, mimikę i oczy.
Bazuję też na pewnym opracowaniu. Podobno gdy osoba patrzy w prawy górny róg (z naszej perspektywy), to sobie coś przypomina. Gdy zaś kieruje wzrok w lewy górny róg to sobie coś wymyśla. Czasami zadaję pytanie "jeszcze raz, co to niby jest ?" albo "a jak niby wygląda ten nietoperz ?" i patrzę czy osoba wymyśla, czy też sobie przypomina.
Niestety nieobecne oczy sprzedawcy nie dają żadnej wskazówki. Przegrałem okrutnie. Zdruzgotany postanawiam się przejść i poszukać kogoś sympatyczniejszego. Lim-dul sprytnie ukrywa się przed LUSTREM pod pozorem choroby. Pędraka nie spotkałem, ale byli jego przodkowie. Wchodzę do małego pomieszczenia na górze, po to aby po minucie wrócić do sprzedawców rozpoczynających partię Bang.
Bang !
Bang jest całkowicie towarzyską grą w której zagrywając karty strzelamy do swoich przyjaciół. Gracze tajemnie losują tożsamość i związany z nim cel swojej rozgrywki.
szeryf, chce zabić wszystkich przestępców i renegata (chyba)
pomocnik szeryfa, chce tego, co szeryf
przestępca, chce zabić szeryfa i jego pomocnika
renegat, chce zabić wszystkich
Dostaję szeryfa. Ujawniam się (szeryf jako jedyny jest jawny) i wygłaszam swoją zmodyfikowaną misję - "moim celem będzie zabicie wszystkich sprzedawców gier planszowych !". Rozgrywka toczy się dość tradycyjnie, to znaczy zabijamy kolejne osoby (niestety nie są to sprzedawcy) aż do kluczowej, trzyosobowej końcówki. Oprócz mnie w grze pozostali jeszcze:
Zagadka dla ciebie: Jeden z nich jest moim pomocnikiem. Który ? Proponuję zatrzymaj się z czytaniem i odpowiedz w tym miejscu.
Uznałem, że gigi ma namalowane na twarzy "jestem renegatem". Nie mogłem nawet dopuścić do siebie tego szalonego pomysłu, że jest on moim pomocnikiem. Zaufałem saise. Nawet przekazałem mu dobrą broń aby był silniejszy. Co więcej, leczyłem go. Dałem mu miejsce do spania. Karmiłem go. Traktowałem go jak brata, którego nigdy nie miałem. Opiekowałem się nim. Aż w końcu powiedziałem: "jeśli okaże się, że nie jesteś moim pomocnikiem to zaszczekam pod stołem !"
No więc zaszczekałem: