Friday, March 18, 2011

Ostatnio opublikowane teksty

Od wtorku do końca marca wracam na pół-etat dziennikarski (ten pół etat to raczej 1/3 wychodzi). W międzyczasie umieszczam linki do opublikowanych niedawno tekstów.

Cztery części (z sześciu) o grach planszowych i ekologii:

1. Farmy wiatrowe w Wysokim Napięciu
2. Odrzucanie współpracy w Carcassonne
3. Wspólna radość w Shadows over Camelot
4. Samo-destrukcja w Twilight Struggle

Przegląd prasy dla ulicyekologicznej.pl
(z moją rysunkową podobizną, yeah!)

Subiektywny przegląd prasy

Nie da się ukryć, że ostatnio współpracuję z portalem ulicaekologiczna.pl. Ale hola hola, jak byłem dzieckiem to przecież tańczyłem w Tintilo. I śpiewałem, m.in. "rere-kumkum kwakwa kwa, nie zanieczyszczaj środowiska" (autentyk)

Thursday, February 17, 2011

Deep Blue Jeopardy!

Zagadka na dziś: IBM przygotował maszynę, która zagrała w telewizyjnym teleturnieju Jeopardy! Teleturniej odpowiada polskiemu "va banque". Komputer starał się zrozumieć pytanie, skojarzyć odpowiedź i wypowiedzieć ją bez dostępu do Internetu. Kto wygrał?
a) człowiek
b) maszyna

Wednesday, February 16, 2011

Ogrzej mnie

Rzeczpospolita. Dokończ wypowiedź Rafała Rosiejaka, koordynatora ds. zakwaterowania kibiców na Euro 2012: - Normalnie miejsce w akademiku
c) ... kosztuje średnio 400 zł za miesiąc

Drogo! Pamiętajmy, za co płacimy. Nie za pokój i z pewnością nie za święty spokój. To jest 400zł za łóżko, czasami współdzielone, w zatłoczonym pomieszczeniu. Oczywiście akademiki są różne, ale takie mam wyobrażenie o tym średnim. 400zł to chyba cena wynajmu mieszkania w kilka osób.

*

Właśnie skończyłem piątą z sześciu części cyklu ekologiczno-planszowego. Bardzo ryzykowne teksty. Miałem odmówić, ale zapaliłem się do pewnego eksperymentu: jeśli gra nawiązuje do ekologii, to być może zachowanie graczy coś mówi, o rzeczywistości. Inaczej mówiąc, mam nadzieję, że pytania ekologiczne można modelować w grach.

Dziś nastąpił przełom w autobusowych przeglądach prasy. W końcu prawidłowo nazwałem to, co właściwie robię, gdy chodzę i zaczepiam przypadkowych ludzi. Spontanicznie wyrwało mi się w pierwszej rozmowie.

Ksiądz New Age

Wylosowałem Sadybę. Obchodzę centrum handlowe, skręcam w ul. Orężną i spotykam kobietę-diabła z kermitem żabą na ramieniu. Proporcje oddane są prawidłowo. Dziwna sprawa - patrzę wprost i uśmiecham się z nieudanej imitacji, ale gdy odrywam trochę wzrok, to już mam autentyczne wrażenie, że ktoś obok stoi. Nakręcam się, że to miejsce zaklęte. Niby wykształcenie techniczne, ale wystarczy głowa z dyni, suknia z kermita, a ogarnia mnie światopogląd religijny New Age. Odchodzę, a właściwie "może lepiej odchodzę". To złe miejsce, silny New Age.

Przechodzę przez kładkę. Otaczają mnie domy jednorodzinne i drobne usługi. Przypomina mi się, że bywałem tu w dzieciństwie, to świetna okolica. Podchodzę do dziwnego zdjęcia powieszonego na płocie. "Niniejsze zdjęcie jest częścią gry terenowej o Sadybie, przygotowanej na Festiwal Otwarte Ogrody Sadyba 2009". Świetnie, zagrajmy! Na niniejszym zdjęciu zakaz wjazdu koniom. To ewidentny rebus. Muszę znaleźć miejsce, gdzie koń ma zakaz wjazdu. Już wiem, to będzie oczywiście elektrociepłownia Siekierki!


Zagadka - gdzie nie może wjechać koń?

Odpowiedź!

Po drodze spotykam kobietę. Nie diabła-dynię z kermitem, tylko zwyczajną. Oto pierwsza rozmowa dnia:
- Trochę buczą te kominy, czy mi się tylko wydaje? - pytam.
- Dobrze pan słyszy. To taki niski dźwięk wrrrrrrrr.
- Ale pewnie można się przyzwyczaić.
- Bo pan pewnie pyta w celu zamieszkania tu.
- Nie, nie. Jestem dziennikarzem i codziennie rano przez dwie godziny szukam inspiracji w Warszawie - wygłaszam credo!
- A to tu jest taka jedna sprawa . Otóż niedawno postawili nowy, czwarty komin, w dodatku bliżej niż poprzednie. Powiedzieli, że zamierzają wyłączyć stare i przejdą tylko na ten. A tymczasem działają wszystkie.
- Przy czym to chyba tylko para wodna.
- Miejmy nadzieję. Tutaj nie przeszkadza, ale mam koleżankę na Stegnach, która twierdzi, że czasem coś czuje w powietrzu.
- Swoją drogą, to przyjemna okolica: gra miejska, rzeźby z dyni.
- Sporo artystów tutaj mieszka. Bardzo sobie cenię to miejsce, choć wiadomo, ta elektrociepłownia wchodzi na każde zdjęcie. Pełno jej w albumie rodzinnym.

Mija dwadzieścia minut, całkiem ostygłem na tym spacerze. Idę do elektrociepłowni. Elektrociepłownio, ogrzej mnie! Po drodze przyjemna okolica zmienia się w Mordor oraz HWDP EN - czyli po angielsku.

Wbrew pozorom, nie nałożyłem filtru na to zdjęcie.

Tuż pod kominami pachnie tak, jak od kredek świecowych, tylko intensywniej.

- Dzień dobry, pan może do nas?
- Nie do końca. Codziennie spaceruję w poszukiwaniu inspiracji dziennikarskich.
- A, jasne.
- Tak mnie zastanawia czym jest ta hałda.
- To odpady, składują je tutaj i przerabiają.
- Ale jakie odpady? Myślałem, że elektrociepłownia zamienia prąd w ciepłą wodę.
- No prawie. Oni tę wodę podgrzewają węglem.
- O proszę, czyli to jest popiół.
- Przerabiają go na pustaki. Ale powiedzmy szczerze, nie chciałbym w takich pustakach mieszkać.


Wracam pisać teksty do Trafficu. Wchodzę do łazienki i odkręcam ciepłą. Ciekawe kto przyjechał pierwszy, ja - autobusem, czy ta ciepła - rurami? Wyobrażam sobie nasz wyścig, choć wiem, że to nawrót New Age. Przepływ many w rurach.

Jutro ostatni wpis w tym tygodniu.

Akademik

Rzeczpospolita. Dokończ wypowiedź Rafała Rosiejaka, koordynatora ds. zakwaterowania kibiców na Euro 2012: - Normalnie miejsce w akademiku
a) ... jest za darmo
b) ... kosztuje średnio 150 zł za miesiąc
c) ... kosztuje średnio 400 zł za miesiąc

Tuesday, February 15, 2011

Longer

Wpierw zagadka z poranka: Maciej Tesławski w rozmowie z Rzeczpospolitą opowiada o programach lojalnościowych (m.in. punkty Vitay, Rodzinka, Premium). Gdyby przeliczyć oszczędności z punktów na tradycyjny rabat, ile procent będzie on wynosił (średnio)
a) 0,5%,

Podoba mi się dalsza wypowiedź - Gdyby sprzedawca ogłaszał, że udziela dziś specjalnego rabatu o wysokości pół procenta, to klienci wybuchali by śmiechem. Ale dokładnie ten sam rabat ubrany w system punktowy wygląda atrakcyjnie.

*

Trwam przy nietypowym pomyśle na przegląd prasy w przypadkowych tramwajach. W trakcie dnia kończę cykl artykułów, który jest niebezpiecznie blisko przeintelektualizowania, a rano uprawiam parodię dziennikarstwa lokalnego. Absolutnie brak mi środka. Jestem jak niemożliwy budynek, który ma fundamenty i sufit, ale nie postawiono ścian. Przejdźmy do porannej inspiracji. Ostrzegam, jest długa.

ujęcie 1

ujęcie 3, środkowe pomijam

Budynek przy Kijowskiej nie mieści się w kadrze. Podchodzę do jego ściany i jestem poruszony w ten sam sposób, co na widok wspaniałych zabytków. A przecież to zwyczajny blok, tylko przeraźliwie długi. Mam wrażenie, że stoję obok cudu świata, wręcz chcę mu się pokłonić, a tymczasem to zwykły blok jest.

Postanawiam zobaczyć co skrywa się po drugiej stronie. Kwadratowe budynki nie mają "drugiej strony". Ciekawe, czy to się odbija w sposobie myślenia. Mieszkańcy kwadratowych nie rozpatrują za i przeciw, oni działają. Jeśli to prawda, to lokatorzy muru trwają w paraliżu. Na horyzoncie dostrzegam chłopaka, zaraz sprawdzimy czy usłyszę "dzień dobry, a z drugiej strony to może on nie jest taki dobry, bo przecież ... ". Ale zanim się spotkamy to długo jeszcze. Rozglądam się po innych blokach. Każdy wydaje się strzelisty.

Na tyłach wszystko wydaje się wysokie

W rozmowie z chłopakiem widać mój kunszt dziennikarstwa lokalnego. Nie zatrzymujemy się, tylko nieznacznie zwalniamy:
- Przepraszam, to chyba najdłuższy budynek w Warszawie, macie na niego jakąś potoczną nazwę? - pyta dziennikarz (ja)
- Nie, a co?
I to koniec, bo już minął czas spotkania. Następną wypowiedzią jest nasze odwrócenie twarzy i podążanie dalej w przeciwnych kierunkach. (sprawdziłem potem i potocznych określeń funkcjonuje mnóstwo).

Poczet królów polskich: Mieszko I, Klatka XXXVIII

Po drodze mijam klatkę XXXVIII. Może w końcu nauczę się tych oznaczeń z literkami M i C itp. Już sobie wyobrażam (tak, tak, jak nie ma materiału to pozostaje wyobraźnia) fragment rozmowy - jesteś blisko, ok, to teraz wejdź w klatkę MCXXI.

Dobra, chcę już wracać, ale tu pojawia się nowy problem. Stoję na środku długości i nie mogę znaleźć przejścia na drugą stronę! Muszę obejść całość, to sadystyczny żart. Napadam na innego chłopaka, choć wcześniej go oceniam, bo to Szmulowizna, niebezpieczne rejony.

- Czy jeśli chcę przejść na drugą stronę, to muszę obejść cały ten budynek?
- Nie, są trzy przejścia, jedno biegnie tam - pokazuje poniżej, w miejscu, którego nigdy bym nie zauważył.
- To chyba najdłuższy budynek w Warszawie.
- Tak.
- Acha, on naprawdę jest najdłuższy?
- Tak, pięćset metrów chyba. Trzeba przyznać, że architektonicznie to masakra, ale w środku jest całkiem przyjemnie.
- Weźmy go trochę w obronę. On wygląda jak zwyczajny blok, tyle że przewrócony.

Gdy wracam na przystanek dostrzegam jeszcze jeden wielki budynek. Remontowany dworzec wschodni. Przez chwilę znajduję się w takim położeniu, że za mną rozciąga się longer, a przede mną wyrasta dworzec. I nic innego nie widzę. Żadnej zwyczajności. Rany, to jakieś chore miejsce bicia rekordów, myślę. Jak tu można zwyczajnie funkcjonować?

Od frontu longera nie ma zwyczajnych budynków

Jutro zagadka i być może wpis, choć nie obiecuje. Muszę finalizować teksty dla redakcji.

Zagadka prasowa

Maciej Tesławski w rozmowie z Rzeczpospolitą opowiada o programach lojalnościowych (m.in. punkty Vitay, Rodzinka, Premium). Gdyby przeliczyć oszczędności z punktów na tradycyjny rabat, ile procent będzie on wynosił (średnio)
a) 0,5%,
b) 2%,
c) 8%?

Monday, February 14, 2011

Koło

Odpowiedź na pytanie z rana: Time opublikował listę państw z największą liczbą aktywnych żołnierzy. Które państwa zajmują pierwszą trójkę?

1. Chiny,
2. USA,
3. Indie.

Nie, wbrew pozorom to nie: 1. USA, 2. Rosja, 3. Izrael (takie odpowiedzi słyszałem w rozmowach). Najwięcej żołnierzy mają kraje z wysoką populacją. Interesujące byłoby zestawienie tych dwóch statystyk. Liczba żołnierzy na zwyczajnego mieszkańca - czyli indeks najbardziej zmilitaryzowanych państw świata.

*

W swojej obsesji dziennikarskiej postanowiłem przeglądać codzienną prasę w tramwajach. O ósmej śpieszycie się w określone miejsca, a ja wsiadam w tramwaj pierwszy lepszy i jadę nie wiem ile przystanków. To bardzo trudne, przyzwyczaiłem się, że rano muszę gnać w określone miejsce.



Rano wchodzę na bazar "Koło". Ucieszyłem się wściekle, bo nigdy wcześniej na nim nie byłem. Chodzę po pustych alejkach, a lód skrzypi pod nogami. Sprawdzam pogodę na komórce, minus jedenaście. Punkt Xero wywiesił ogłoszenie "Kupię; Telefon komórkowy z papierami, nowy; Kupię". Zastanawiam się, czy nawiązanie do papierów oznacza, że niekradziony, ale przerywa mi widok ogłoszenia:

"Tym którzy nam zaufali - dziękujemy !!!, niezdecydowanych - zapraszamy !!!, za popełnione błędy - przepraszamy !!!, pomyłki zawsze - wyjaśniamy !!! jesteśmy tylko ludźmi".

Poetyka tego ogłoszenia - jest szalona !!!

Spróbujmy tej poetyki. O tym, żeby już wracać - myślę !!!, jeszcze tylko tę alejkę - zobaczę !!!, ubrania na killogram - ktoś sprzedaje !!!, jest tak zimno, że aby je przymierzyć - trzeba je złamać !!!

(palca nie zdążyłem - zabrać !!!)

Dobra, to szaleństwo, myślę, zwyczajne szaleństwo tak kupować ciuchy na kilogram w -11 stopni o 8:30 w poniedziałek. Spróbuję zrozumieć, co tu się właściwie dzieje, może to jakaś baza przerzutowa lumpexów, takie poranne targi kwiatowe, tylko że noszone łachy zamiast róż. Ale znowu porzucam ten temat, bo nowy paraliż już na mnie czeka. Po prawej stronie cztery stoiska z rybkami akwariowymi.

Akwarystyka nie zna dnia i godziny, i temperatury.

Mężczyzna obok kupuje robaki.
- Ach to są ryby, za pomocą których łowi się ryby? - pytam.
- Nie, te są akwarystyczne.
- No dobrze, proszę mi powiedzieć, na czym polega trick, że ta woda nie zamarza?
- A, to całkiem proste.
- Nie zamarza, bo jest w ruchu? Nigdy nie widziałem tak szybko pływających rybek.
- W środku jest grzałka.

Właśnie dostałem zlecenie od portalu ulicaekologiczna, więc może pójdę za ciosem i opiszę dramat tych rybek, której z jednej strony zamarzają, a z drugiej są rażone grzałką. Mogę podkoloryzować. Albo użyć mocnej poetyki, na pewno już wiecie jakiej: w ciasnym słoiku - mrożone !!! Jednak na szersze omówienie zasługuje obecność klientów przy tych stoiskach. Kim są ci ludzie, którzy przychodzą po mrożone rybki akwariowe? Może to baza przerzutowa kapitana Igloo.

Jutro rano kolejną zagadkę prasową - przygotuję !!!

Zagadka prasowa

Blogspocie, wracam. Zaczniemy od zagadki prasowej. Time opublikował listę państw z największą liczbą aktywnych żołnierzy. Które państwa zajmują pierwszą trójkę?

Odpowiedź wieczorem, razem z małym wpisem jak za dawnych lat.

Friday, October 2, 2009

Zamknięcie bloga

... i otworzenie nowego ! Od dziś zapraszam na stronę http://kapustka.net gdzie poza blogiem będą też ukazywać się wszystkie teksty jakie piszę.

Te pozostałe teksty już zostały przeniesione i wzbogacone o zabawne listy linków. Przenoszenie postów z tego bloga powinno zakończyć się niebawem.

Friday, September 18, 2009

Porównanie produktów: Tatry - Warszawa

Późne, krótkie i wręcz trochę nerwowe wakacje właśnie spędziłem, jak co roku, w Tatrach. Nowością tego wyjazdu było spanie w schroniskach górskich gdzie oglądałem zachody i wschody słońca oraz słuchałem dziwnych dźwięków jakby niedźwiedzia jakby łosia jakby mojej sąsiadki w nocy. Przez kilka dni byłem wyłącznie w górach zapominając o tym jak wyglądają samochody, znaki drogowe i bankomaty.

Jednak nie o samym wypoczynku chcę opowiedzieć, tylko o jego zakończeniu. Nawet nie o całym zakończeniu tylko małym jego interwale gdy ogarnia nas to dziwne uczucie, które znamy z zakładania zwyczajnych butów po jednej godzinie jeżdżenia na łyżwach lub rolkach, znamy je z powrotów do porzuconych dawno zainteresowań i hobby oraz ze spotkania kogoś z rodziny po półrocznej przerwie. Chodzi o ten krótki i nietrwały moment, gdy wracam do tego co kiedyś było normalne. Jestem pomiędzy jednym a drugim i przez chwilę nie jestem nigdzie.

Tak właśnie pierwszego dnia w Warszawie byłem obcy we własnej normalności. W chwili gdy piszę te słowa już przywykłem do komputera i na dobre wróciłem ale spróbuję odtworzyć tamten stan aby porównać dla produkty: Tatry i Warszawę. Proszę tego nie mylić z oceną, tutaj nie będę wskazywał zwycięzcy, tylko szukał podobieństw i różnic w zupełnie swobodny, niesystematyczny sposób.

Wszyscy są znajomi

Najtrudniejszym nawykiem, z którym musiałem skończyć po powrocie, jest mówienie wszystkim napotkanym osobom, zarówno znajomym jak i nieznajomym, "dzień dobry" (ewentualnie "dobry dzień" gdy trafimy na Słowaka). Te przywitania tracą na znaczeniu im więcej osób spotykamy - na koniec nawet opracowałem skrajnie abstrakcyjny żart: witam się z dwoma kolejnymi osobami hucząc bardzo niskim barytonowym głosem, kiedy dochodzę do oddalonej trzeciej (która nie mogła usłyszeć poprzednich pozdrowień bo była zbyt daleko) witam się głosem normalnym ... i zastanawiam się dlaczego ta osoba nie zrozumiała żartu.

Niezależnie czy tego chcemy czy nie, na długich wędrówkach dwie rzeczy stają się automatyczne: chodzenie i mówienie "dzień dobry". Pierwsza jest pożądana, bo gdy staję się "maszyną do wchodzenia i schodzenia" to nie myślę o zmęczeniu, czy druga jest pożądana - nie wiem. Ale kilka razy już prawie spontanicznie witałem się z zupełnie nieznanymi ludźmi na ulicy Rakowieckiej ... może to dobrze !

Dwie kreski

Dwie kreski zasięgu na komórce mam zarówno na szklaku jak i w moim pokoju. Chociaż statycznie podobne, kreski te mają inną dynamikę - spadną do zera jeśli wejdę do windy, wzlecą do czterech jeśli znajdę się na balkonie. Jeśli będę na balkonie, po czym przejdę przez pokój aż do windy to wykres ilości kresek w czasie będzie miał kształt przepaści ze Świnicy do Hali Gąsienicowej.

Inaczej w górach, gdzie byłem świadkiem rozmowy - jeśli chcesz lepszy zasięg to musisz wyjść ze schroniska, skręcić w niebieską trasę, przejść łączkę, zakręcić w czerwony szlak i wejść na górkę (zapewne Kasprową gorkę) ... tam są trzy kreski ! Zmiany zasięgu są dużo wolniejsze ich wykres w czasie przypomina raczej Pojezierze Mazurskie.

Smaki

"Jem więc jestem" lub "Jestem tym co zjem" oraz "jem swoje jestem" to bardzo popularne zjawiska w czasach konsumpcji konsumentów, finansowych rekinów żarłaczy, reklamodawców i reklamożerców. Wydaje mi się wręcz zabawne, że w chwili gdy jedzenie stało się naszą regułą życia nastała moda na gotowanie. Kuchnia TV to przecież kanał satyryczny.

Na marginesie bardzo ciekawym eksperymentem, umartwiającym ciało i (chyba umartwiającym) ducha, jest oglądanie kuchni tv na głodniaka. Wtedy widok tych sosów pomidorowych, ziemniaków w mundurkach i kotletów bez panierki powoduje, że rozpalam się do jedzenia niczym nowoczesny piekarnik. Cały czerwony, wyczerpany i osłabiony w końcu muszę udać się do kuchni, gdzie pożeram czipsy. W głowie kotlety bez panierki a w brzuchu czipsy.

Ciekawe jest jak góry zmieniają wszystkie smaki, zarówno te w sensie kuchni tv, gdy roztwory cukru w herbacie są doprowadzane do granicy rozpuszczalności, jak i w sensie jakości życia, gdy bierzemy prysznic z ciekłego lodu w schronisku Pięciu Stawów. Pamiętam pierwszą myśl gdy po powrocie wszedłem do swojej łazienki: o rany, tu mają ciepłą wodę !

Noce

Zarówno w schroniskach tatrzańskich jak i w domu śpię na podłodze. W jednym wypadku na karimacie w drugim na materacu ale nie jest to duża różnica. Dużą różnicą jest natomiast uciążliwy brak powietrza ... w przepełnionym schronisku ! Panuje tam roztwór braku tlenu w powietrzu doprowadzony do granicy rozpuszczalności.

Nocleg w przepełnionym schronisku górskim ma bardzo niewiele wspólnego z górami. I tak miałem szczęście, gdy byłem w Pięciu Stawach na podłodze nocowało zaledwie 30 osób. Dwa tygodnie wcześniej było to 100 osób, na jednej podłodze, w niewielkiej jadalni!

Potem dowiedziałem się, że nawet w październiku noce w górach nie są jeszcze tak bardzo zimne i możliwe jest zanocowanie na werandzie schroniska w dwóch, trzech kocach i śpiworze pod gołym niebem. Z całego wyjazdu to jest jedna rzecz której żałuję najbardziej - że nie zanocowałem w ten sposób.

Drogi

Zarówno w mieście jak i górach najwięcej osób ginie na drodze. W mieście jednak droga na której zginiemy wybiera nas a w górach sami wybieramy drogę na której zginiemy. Szczególnie popularne wybory to: orla perć, giewont podczas burzy (znajduje się tam przyjaciel pioruna - metalowy krzyż) oraz szpiglasowa przełęcz (popularne miejsce lawin kamiennych, jedna z nich zeszła dzień przed moim wejściem).

Moja wędrówka przez Szpiglasową Przełęcz była specyficzna z jednego powodu. Tamtego dnia miałem świetną kondycję, lekki plecak i wcześnie wystartowałem. Byłem pierwszą osobą na szczycie a schodząc wszyscy mnie pytali: jak tam jest ? jaka jest tam pogoda ? widzę chmury, czy na pewno powinienem tam iść ?

Na początku moje wypowiedzi były nieskładne. Jednak po kilku poradach porażałem profesjonalną wypowiedzią: "Jak wiemy prognozy pogody były na dziś sprzeczne, TOPR zapowiadał pierwszy dzień załamania pogody natomiast prognoza ogólnopolska oraz sprzedawcy oscypków mówią o słonecznym ładnym dniu. Jak widzicie w tej chwili na szczycie zbiera się brzydka ciemna chmura, która jednak zatrzymała się na łańcuchu górskim więc prawdopodobnie nie zejdzie na Dolinę Pięciu Stawów. Pewnie zastanawiacie się, czy warto ryzykować ? Myślę, że tak - ta pogoda nie jest jeszcze tak zła i zawsze zdążycie zawrócić.

Dopiero potem się dowiedziałem, że na Szpiglasowej Przełęczy, na którą tak ochoczo wysyłałem ludzi, jest najwięcej wypadków.

Waga ołówka

Na górze wszyscy są znajomi, kreski zasięgu zmieniają się powoli, herbata jest słodka, noce duszne i jest możliwość bycia przez jeden dzień prezenterem pogody. (Słyszałem, że dla wielu ludzi prognoza pogody jest najważniejszą wiadomością w serwisie informacyjnym, podobno zdarzają się osoby, które mylą prognozę z wybieraniem pogody, to znaczy sądzą, że prezenter wybiera jaka pogoda będzie i przypisują mu wręcz magiczne moce !)

Ostatnim elementem tego porównania będzie kwestia wagi. Gdy chodzicie po schroniskach trzeba zabrać lekki plecak. Popularne jest powiedzenie "na trasie każdy dodatkowy gram waży kilogram", które w ciekawy sposó co w ciekawy sposób łączy się, a może wręcz udowadnia, ogólną teorię względności Einsteina. Jedną z konsekwencji tej teorii jest to, że ciała w ruchu (szczególnie bardzo szybkim ruchu, bliskim prędkości światła) zyskują na masie.

Dlatego przygotowanie lekkiego plecaka, który rozpędzony zyska na masie jest bardzo ważnym problemem. Rozwiązanie to szereg wyrzeczeń i trudnych rozstań: rozstanie z komputerem, rozstanie z golarką, rozstanie z książką, z notatnikiem, ładowarką do telefonu ... Jednak gdy przyjechaliśmy do Zakopanego okazało się, że nie mamy kilku niezbędnych przedmiotów - między innymi ołówka, który był potrzebny Gosi do zagadek logicznych (które zabrała ze sobą pomimo ich wagi).

Wchodzimy do sklepu i mówimy zdziwionej sprzedawczyni: poprosimy najbardziej lekki ołówek ! Sprzedawczyni nie myśląc zbyt długo sięga po najdroższy i mówi: ten chyba będzie najlżejszy !

Thursday, September 3, 2009

Foczka

Grając na saksofonie w wielu grupach muzycznych, przekonałem się, że są generalnie trzy powody, dla których ludzie stoją na scenie:
a) bo podczas grania mam ogromną frajdę - jeśli ktoś chce tego posłuchać, to czemu nie ?
b) bo chcę aby ludzie mieli ogromną frajdę, zrobię wszystko by muzyka im odpowiadała
c) bo chcę coś zmienić, powiedzieć coś ważnego, nagłośnić problem, pochwalić postawę ...

Kandydatem na czwartą grupę jest d) bo muszę z czegoś żyć. Ewentualnie e) bo chcę podrywać dziewczyny - przy czym takich świrów będę klasyfikował jako b, ponieważ przedkładają opinię publiczności nad swoją własną.

Przypominam sobie ostatnie osoby z którymi grałem: a, b, a, a, a, b, b, c, a, b, a, a ... dominuje szczera radość z grania, tuż za nią granie pod publiczność. Dosłownie kilka osób chciało muzyką naprawdę coś zmienić. Zresztą ja też po prostu świetnie się bawię improwizując te szalone melodie, celowo wypadając poza rytm aby go potem szukać i cytując marsz imperialny wpleciony w środek właśnie wymyślonej frazy.

Gram bo mam frajdę również jeśli chodzi o planszówki. Zastanawiam się, czy można w tym przypadku należeć do b) gram dla kogoś ? Była by to chyba sytuacja, w której podkładam się dla czyjejś, wątpliwej, przyjemności. Myślę, że również "gram dla kogoś" może powiedzieć każda osoba, która uczestniczy przymuszona - szczególnie popularne zjawisko w brydżu, którego partię można rozgrywać tylko i wyłącznie na cztery osoby. W języku funkcjonuje wręcz związek frazeologiczny "czwarty do brydża" przy czym oznacza on "brakujący gracz" choć w moim odczuciu powinien oznaczać "przymuszony gracz".

Co zaskakujące, w przypadku gier planszowych chcę też coś zmienić w moim otoczeniu. Wierzę, że większa popularność zabaw będzie oznaczała bardziej wesoły, kreatywny i kontaktowy świat.

Dlatego zdecydowałem się zorganizować konkurs z rozgrywki Agricoli (http://www.gamesfanatic.pl/konkurs-kapustkowo-agricolowy/), który następnie ogłaszałem na portalach pokrewnych: Fora diablo 3, gier komputerowych, fora młodzieżowe, książkowe ... Myślę, że konkurs to dobra okazja aby rozgłośnić temat. Tak naprawdę bardzo wątpię aby ktoś był w stanie poznać zasady gry wyłącznie z instrukcji i wersji flash stołu do gry. Ale jest pewna szansa, że jeśli wejdzie na gamesfanatic to zapali się do planszówek.

Przejdźmy do tytułowej foczki:
Jeśli nie dostanę pierwszej propozycji rozwiązania konkursu w ciągu 2 dni, to spałuję tą piękną foczkę:



PS. Spóźnione życzenia z powodu nowego roku ! (tak, ostatni post pochodzi z 2008 !)

Friday, November 7, 2008

jeśli nie grasz to

Naprawdę nie wiem jak ale dostałem zaproszenie na goldenline.pl do grupy kolagen. Okazało się, że to nie żart, grupa jest na serio, zaproszenie chyba też. A więc napisałem, też na serio ... egzystencjonalnie (zainspirowało mnie również motto administratora "Nigdy nie wygrasz, jeśli nie ruszysz do ataku."). Wybrałem wątek "Kolagen Naturalny >> Używasz ?? Podziel się doświadczeniem."

http://www.goldenline.pl/forum/kolagen-naturalny/575982/s/1#11067986

... zamieszczam poniżej treść, na wypadek gdyby oryginalna została usunięta.



Gdy czuję się samotny tworzę dwie porcje polędwiczek pomalowanych sosem miodowo-musztardowym. Wychodzę na balkon, stawiam buteleczkę kolagenu na krześle na przeciwko mnie i rozmawiamy przy kolacji:

Ja - [tęskne spojrzenie na buteleczkę]
Kolagen - [udaje, że nic nie widzi i jest zajęty jedzeniem]
Ja - [otwieram wino, może byśmy w końcu gdzieś wyszli ? trochę się zabawimy, poznamy innych ludzi ?]
Kolagen - [czego ode mnie oczekujesz ? jestem tylko białkiem]
Ja - [nie chcesz się rozerwać ?]
Kolagen - [wolę się rozciągać]

Nie jest łatwo. Świat to wojna. Co krok to uzbrojony żółw ninja. A ja tylko z kolagenem latam. Ale muszę atakować. Kto nie ruszy do ataku nie wygra.

Saturday, August 23, 2008

szatkowanie gamesfanatic, mazurkon

Wróciłem do szatkowania (patrz: http://kapustka.blogspot.com/2007/02/gracz-miesica.html) Dziś alternatywna recenzja mazurkonu na podstawie trzech postów (Pancho i Jacek Nowak) z bloga http://gamesfanatic.blogspot.com Jedyna manipulacja to dołożone przeze mnie ręcznie akapity do wyniku szatkowania.

* szatkowanie (mazurkon.txt):

Pierwszy świetny pomysł to czterominutowa klepsydra w czasie trwania Mazurconu. Nie jest więc tylko moim odkryciem tej imprezy, ale też jednym z odkryć Mazurconu w ogóle. Zdecydowanie gra do kupienia. Winds of Plunder Uśmiech GMT w stronę eurograczy. Wcielamy się w tym w 15 nowych dla siebie pozycji. Przyjrzę się bliżej więc temu co po raz pierwszy trafiło w moje ręce.

Blooming Gardens Bardzo lekka karcianka, w której Francja pobiła Anglię. Oczywiście byli też reprezentanci innych miast, choć już nie są tylko nic nie stracą. Uptown Drugi z dwóch moich odkryć Mazurconu. Sasanka szukając graczy do Uptown krzyczała: „Kto chce zagrać w Duel in the Dark, nad czym bardzo ubolewam (sorry Hamanu, że musiałeś go dźwigać), nie znalazłem też czasu na Blackbeard, Here I Stand, obu Hannibali i Once Upon A Time. Cóż zawsze muszą pozostać jakieś gry na przyszłość.

Pomimo sromotnych porażek w wiele różnych gier, udało się wygrać na kilka dni lub wręcz na wieczór to pewnie liczba wzrosłaby co najmniej o następnie dziesięć osób. Podsumowanie Genialna impreza ten Mazurcon, dla mnie osobiście znacznie fajniejsza. I nie tylko fanów gier wojennych, ale właśnie eurograczy.

Ja_n po partii Manoeuvre kręcił się ciągle po sali konferencyjnej i dopytywał mnie czy chcę znowu zagrać, molestował Paulinę, że jak kupi to muszą zagrać w abstrakcyjną grę logiczną?” i odpowiadała jej cisza. Faktycznie można tak opisać tę grę, ale odbieramy jej mnóstwo uroku oraz grywalności, której dostarcza. Ogólnie rzecz biorąc mamy zasłonki a la Scrabble, w których spokojnie mogły się mieścić całe tabuny planszomaniaków.

W dzień przy dobrej pogodzie po padoku na zewnątrz lub w nią zagrać. Uptown był wielokrotnie grany na Mazurconie i cieszył się w sali konferencyjnej, w zupełności wystarczającej na nasze potrzeby.

Bardzo fajną sprawą była możliwość płacenia w barach/recepcji/restauracji na tzw. pokój (rozwiązanie znane z kurortów poza Polską). Czyli pracownicy ośrodka mieli system, w którym za pomocą dedukcji odgadnąć, który z graczy jest naszym partnerem, a którzy gracze naszymi przeciwnikami. Upraszczając, jeżeli chodzi o samą mechanikę to takie nowatorskie połączenie Mystery of the Abbey (dedukcja) z Last Night on Earth (drużyna vs drużyna).

Dodatkowo Inkognito posiada intrygujący gadżet do losowania ruchów jakie może wykonać gracz w swojej kolejce. Tytuł wydaje się miejscami trochę zbyt losowy, ale chyba wcale takie nie jest. Mechanika sprawnie funkcjonująca i całkiem niezła. Rozgrywka dość szybka. Oprawa wizualna i jakość graficzna elementów jak na GMT bardzo dobra. Miłe zaskoczenie. Gra na pewno w to". Tajemnica Manoeuvre tkwi w wielu grach negocjacyjnych, ale mają bardzo ograniczony czas. Co powoduje, że przestajemy być melancholijni, zaczynamy pić, zażywać narkotyki i zyskujemy nowego przyjaciela. Te wszystkie cechy (picie, narkotyki, wiara, otyłość, kasa, przyjaciele, związki itp.) składają się na zrobieniem wersji komputerowej. Nawet bazik – który trzyma się z mistrzami Jungle Speed. Dużym wzięciem cieszył się wysokimi notami. Zdecydowanie do kupienia.

Winds of Plunder Uśmiech GMT w stronę eurograczy. Wcielamy się w to za bardzo nie da, jeżeli między rozgrywkami nie ma dłuższego upływu czasu. Inkognito Bardzo ciekawa gra, z oryginalnym pomysłem. Ja_n kiedyś dłużej o niej się wypowiadał. Z jednej strony jest to gra jest bardzo, ale to w ogóle nie bolało.

Cały czas była fajna zabawa, mnóstwo humoru i frajdy. Grę już zamówiłem, a przydługą rozgrywkę można łatwiutko skrócić zmniejszając liczbę celów do zrealizowania i realizujemy je poświęcając czas na różne zabawne aktywności. Na przykład karta "Twoja drużyna wygrywa" wymaga posiadania przyjaciela i powoduje, że przestajemy być melancholijni, zaczynamy pić, zażywać narkotyki i zyskujemy nowego przyjaciela.

Monday, March 10, 2008

Wściekilla

proszę wypuśćcie mnie z tego mieszkania
gdzie jestem przetrzymywany wbrew woli


kurde gdzie są moje prawa ?
ehhh, jeśli prośby nie pomogą ...


to będziecie błagać mnie, żebym wyszedł !!!!


... bo polubiłem smak LUDZINY !!!!


Wspaniałe słowo "Ludzina" zobaczyłem ostatnio na rysunku Raczkowskiego

Thursday, March 6, 2008

Gra z literkami

Projektowanie logo jest jak espresso - pobudzi cię, zainteresuje, może rozbawić ... po czym szybko się skończy. To świetne zajęcie na przełamanie otępienia. Najważniejsze będzie zaangażowanie z jakim wchodzi się w temat i kreatywność ale może też przydać się trochę teorii - choćby wciągająca książka projektanta Adriana Frutigera "Człowiek i jego znaki" oraz spojrzenie na zmiany kilku projektów na przestrzeni czasu, choćby bell i starbucks. A samo zlecenie można odszukać wśród znajomych lub na forach graficznych. Naprawdę polecam.

Moje aktualne espresso nazywa się "Winne eskapady" i jest firmą, która organizuje wycieczki w rejony gdzie wytwarza się wino. W kilku pomysłach starałem się pokazać, że jest to wino+wycieczka szykując propozycje z kompasem, biletem lotniczym, latającą parówką (tak Gośka nazwała moją próbę narysowania samolotu), łodzią podwodną, elektrownią atomową, wujkiem z ameryki. Niezależnie pracowałem nad wyglądem samego tekstu, bo jeden z pomysłów zakładał odręczne pismo. A więc:

WinneEskapady, WinneEskapady, WinneEskapady, WinneEskapady, WinneEskapady, WinneEskapady, WinneEskapady, WinneEskapady, WinneEskapady, WinneEskapady,

I wtedy zaczęło mnie irytować długie, czterosylabowe słowo "eskapady". Od dawna podejrzewałem, że jestem człowiekiem niecierpliwym ale nie podejrzewałem, że aż tak. Potwornie znudzony w okolicach drugiej samogłoski, nie mogę skończyć słowa "Eskapady" ! Pomyślałem, "fajnie było by pozbyć się tych literek ..."

... może wrzucić je do butelki ?! I w ten zwichrowany sposób powstał projekt butelki wypełnionej literami (czerwonymi literami niczym winem). Niestety nie przedstawia ona już wino+wycieczka a tylko wino. Stało się więc istotne, aby tekst był czytelny. Tymczasem pierwsze próby na przypadkowych osobach były, delikatnie mówiąc, szokujące:

- Co tutaj widzisz ? ... zapytałem informatyka
- eeee, eeee, Win Escape Pad ?

Zrozumiałem, że jest spory problem z czytelnością. Prawdopodobnie rozsądnie byłoby zarzucić ten pomysł i wrócić do latających parówek ale jakoś zaczęło mi zależeć. Przywiązałem się gdy pomyślałem, że ta butelka istnieje naprawdę. Że mogę rozlać litery do kieliszka (lub na blog). Dlatego przygotowałem kilka następnych wersji. Bardzo proszę o uwagi. Które z nich jest najbardziej czytelne ? Co można zmienić ?


#1


#2


#3


#4


#5


#6

Wednesday, March 5, 2008

Japoński Smok w Smoczym Gnieździe z ryżem w cieście i sosem słodko kwaśnym zasmażanym na szybko ukutej patelni zwanej "Johnny".

Smocze Gniazdo to cotygodniowe spotkania miłośników RPG, fantastyki, scrabble, gier planszowych i florystyki (kolejność względem liczebności, przy czym miłośnik florystyki jest tylko jeden - JA). Charyzmatycznym przywódcą tego oddziału jeźdźców bez głowy jest Andrzej Rylski 'Andre', który udaje, że mnie nie lubi. Spotkania są w bibliotece na koszykowej, we wtorki, od godziny 17:30, w sali konferencyjnej aktualnie umieszczonej obok wystawy ex-librisów, gdzie można podziwiać pieczątki jakby z ziemniaka.

Nie wiem, skąd uderzyła mnie miłość do kwiatków na poprzednim spotkaniu. To kwestia powołania. Zostałem powołany aby cały wieczór chodzić z kwiatkiem doniczkowym, rozmawiać z nim i pomagać mu cieszyć się liśćmi (potrząsając nim) ... w pewnym jednak momencie kwiatek stracił wolę życia i zademonstrował to odrzuceniem zielonej gałązki. Wtedy też Andre, który udaje, że mnie nie lubi, zapytał dlaczego wszędzie chodzę z tym cholernym kwiatkiem. I mimo, że Andre udaje, że mnie nie lubi i bardzo często opowiada o krasnoludach, orkach, zaklęciach, przedmiotach dziwacznych, dużym złym chtultu, mimo wszystkich tych dziwactw nie był w stanie pojąć siły powołania florystycznego. Fantastyka ma jednak bardzo duże ograniczenia !

tym razem postanowiłem kupić i zabrać ze sobą
drzewko szczęścia, które kosztuje 20zł i nie działa

Samurai
Samurai już wcześniej zwrócił moją uwagę z powodu pięknie wykonanych (z tajemniczej substancji) żetonów wiary, walki i jedzenia. Rozrzucamy je losowo po planszy po czym stopniowo otaczamy płytkami graczy. Całkowicie otoczony żeton, jest przekazywany graczowi, który ma w otaczających płytkach najwięcej stosownych punktów.

gdyby w tej chwili trzy środkowe żetony były otoczone to:
niebieski gracz dostanie żeton buddy (ma 4 punkty)
żółty dostanie kwadratowy żeton jedzenia (ma 7 punktów)
... 4 + 3 za samuraja, który jest uniwersalny

fot źr. boardgamegeek, Jeffrey Au


Otrzymane żetony gracze chowają za zasłoną. Wygrywa ten, kto jest liderem w największej liczbie rodzajów żetonów. Tych rodzajów jest jednak tylko 3 więc przy czterech osobach remis "każdy po jednym" jest sytuacją częstą. Rozstrzyga się go walką na samurajskie miecze dołączane w wersji deluxe lub pojedynkiem na słowne znieważanie przeciwnika, rozstrzyganym przez bezstronnego jurora Andre, który udaje, że mnie nie lubi. Ewentualnie rozstrzyga się go porównując pozostałą ilość żetonów graczy ... tzn. w rodzajach, w których nie prowadzą.

To dobra, prosta i szybka gra Knizii. W rozgrywce czteroosobowej sytuacja na planszy bardzo się zmienia pomiędzy twoimi kolejnymi zagraniami, co jest źródłem interesującego dylematu "czy zaryzykować zagranie dobrej płytki w takie niepewne miejsce ?". Drugim istotnym elementem rozgrywki, jest reguła - "rozpoczynający ma najgorzej". Najlepiej dokładać do już częściowo otoczonego żetonu. Niestety nie zawsze mamy taką możliwość. Otwarte pytanie, czy takie dogodne sytuacje da się prowokować swoimi ruchami ? Na przykład rąk ? Lub zgaszeniem światła ?

mój prześladowca, gracz-gadzina, samurai bez honoru,
wyprzedzał wszystkie moje ruchy -
mimo, że miałem drzewko szczęścia
oraz inkarnację chtultu w poprzednim pokoleniu

Pozostając w Japońskim klimacie zagraliśmy w prototyp, który być może doczeka się wydania, a być może jednak nie ...

Masamune


Tematem, świetnie oddanym przez ilustracje i liczne rekwizyty, jest rywalizacja kilku pracowni o tytuł cesarskiego płatnerza. Zwycięży ten, kto jak najwięcej zbuduje mieczy i sprzeda je odpowiednim nabywcom. Z nabywcami jest związany najciekawszy mechanizm gry - dzielą się oni na trzy rodzaje zaawansowania i w momencie dobierania nowego (w miejsce zrealizowanego) można dobrać ten sam rodzaj zaawansowania lub o poziom wyżej. W ten sposób nabywcy stają się coraz bardziej wymagający i nie ma od tego odwrotu ...

początek gry, na środku czeka na swoje miecze czterech nabywców.
Czyżby potrzebowali rozstrzygnąć remis w "samurai" ?

W kolejnych rundach przemieszczamy pracowników na obszary planszy i aktywujemy je aby:
- kuć miecz
- sprzedać miecz
- zatrudnić nowego pracownika
- wymieniać się towarami między graczami
- zmienić kartę nabywcy
- zaklepać nabywcę
- wpisać się na listę oczekujących na surowiec
- przyśpieszyć pojawienie się surowców na rynku
- ...

Opcji jest wiele ale, zaskakująco, nie przekłada się to na wiele ciekawych decyzji jakie rozgrywka mogłaby stawiać przed graczami. Generalnie jest dość oczywiste, które pola należy koniecznie aktywować, bo są ważne. Co ciekawe, w każdej rundzie starczy nam na to zasobów ... po czym pozostaje jeszcze wybrać kilka akcji bez większego znaczenia, tylko po to aby nie marnować ruchu. Wygląda na to, że jest zbyt wiele akcji, zasobów i pieniędzy.

To jest oczywiście kwestia zrównoważenia gry. Niestety w Masamune jest też większy problem. Jest już kilka gier z małą interakcją, których rozgrywka skupiona jest na optymalizacji. Nawet jeśli uda się zrównoważyć ten prototyp to i tak obawiam się, że gra nie będzie miała do zaoferowania nic ponad gatunek w który się wpisuje.

Monday, March 3, 2008

Wielki POST

Ja 13:26:10
trafiłeś ostatnio na jakiś nowy rodzaj wariatów ?
Ja 13:26:21
bo mi się moi obecni trochę przejadli ...
Ja 13:26:27
planszówkowi
Ja 13:26:31
muzycy też
Ja 13:26:54
pracownicy korporacyjni byli bardzo zabawni ale do czasu, gdy się skończył okres próbny
Andrzej Triada 13:28:28
wiesz co? Ostatnio jest posucha... Byłem u kolegi z PJ ostatnio na posiadówce. Gdyby nie ich kot i batoniki to bym zszedł. Siedzieliśmy godzinę z czego pół w kompie
Andrzej Triada 13:28:48
więc można powiedzieć, że w pewnym sensie znam świeżego wariata
Andrzej Triada 13:28:56
ale takiego w drugą stronę
Ja 13:29:04
mówisz o kocie ?
Andrzej Triada 13:29:10
hehe
Ja 13:29:24
kurde, masz do niego jakiś kontakt ? może go wyciągniemy na miasto ...
Andrzej Triada 13:29:40
a jego dziewczyna jest księgową. Od początku widać było, że nie wie po chuj ktoś im się po domu pałęta i psuje saldo
Andrzej Triada 13:29:46
hehe
Ja 13:30:07
zajebiście
Ja 13:30:13
kurde, szkoda że mnie nie było
Andrzej Triada 13:30:20
i mają wszystko z ikei!!!!
Andrzej Triada 13:30:24
ale dokładnie wszystko
Ja 13:30:35
nawet pracę ?
Andrzej Triada 13:30:36
i opowiadali co jest z ikei i wyszło, że wszystko
Ja 13:30:51
nie no ... to porażka
Andrzej Triada 13:30:52
aaaa i najlepsze! Chcieli pokazać jacy są hard coreowi
Andrzej Triada 13:31:34
i w pewnym momencie ożywili się! I zaczęli opowiadać jak usnęli po dwóch piwach na kanapie przed telewizorem. Cytuję: "jak ostatnie żule!"
Andrzej Triada 13:31:57
i w tym momencie wstaliśmy z Klarą jednocześnie
Ja 13:32:47
jak ostatnie żule ... z ikei
Andrzej Triada 13:32:51
aaaa w łaziencie mają poukładane kosmetyki równiutko w linii od największego do najmniejszego!
Andrzej Triada 13:33:14
To była megaimpreza
Ja 13:33:21
tylko wy dwoje ?
Andrzej Triada 13:33:28
tak!
Ja 13:33:32
o kurde ale tortury
Andrzej Triada 13:34:04
kumasz jaki koszmar? Wchodzisz i już chcesz spadać. A wypada godzinkę wytrzymać
Ja 13:34:18
już chyba wolę spotkanie z babcią Gosi, na które jechałem szczęśliwy jak mały konik polny, który właśnie się urodził i zaczyna brykać na łące a tutaj ktoś go przydeptał kapciem
Andrzej Triada 13:34:42
a co takiego babcia Gosi Ci zgotowała?
Andrzej Triada 13:34:46
czarną polewkę?
Ja 13:34:52
wprost przeciwnie
Ja 13:35:06
uwielbia mnie
Ja 13:35:16
i przy całej rodzinie mówi, że przepisze mi swój dom
Andrzej Triada 13:35:17
no proszę!
Andrzej Triada 13:35:23
bauaa ha ha haa

Andrzej Triada 13:35:33
to się ustawiłeś!
Ja 13:35:43
buachachachacha
Ja 13:35:54
kurde, wyobraź to sobie
Ja 13:36:05
siedzimy gęsto przy małym zastawionym stole
Ja 13:36:31
wcinamy zupę grzybową ... wspominam coś że "uwielbiam zupę grzybową ... i że ten gobelin na ścianie jest bardzo fajny"
Ja 13:36:32
a tutaj
Ja 13:36:55
"gobelin ci się podoba, to bardzo fajnie ! będziesz mógł go podziwiać jak będziesz tutaj mieszkał"
Ja 13:37:13
i slyszę jak podgrzybki stają wszystkim w gardle
Andrzej Triada 13:37:26
haaaaaaaaaaaaaa ha ha ha ha haaa
Andrzej Triada 13:37:40
fatality!
Ja 13:37:45
hahahahaha
Andrzej Triada 13:38:30
babcia ma gest
Ja 13:39:29
wracając do twoich znajomych, przypomniał mi się jeden znajomy
Ja 13:39:43
który zna na pamięć katalog ikea
Ja 13:40:08
i jak ktoś go zaprasza w gości to chodzi po domu i mówi "o, ta lampka z ikea" ... "o to krzesło z ikea"
Ja 13:40:25
tylko on bardzo fajny jest ...
Andrzej Triada 13:40:26
przejebane... :]
Andrzej Triada 13:40:40
ale z drugiej strony ja nie mówię, że ikea jest zła
Andrzej Triada 13:41:30
bo sam zamierzam tam większość rzeczy kupić :) Tylko jak ktoś ma wyczyszczoną chatę maxymallnie i ani kurzyku a do tego te jebane czyste mebelki to się smutno robi
Ja 13:42:16
wystarczy, że będziesz miał kota
Ja 13:42:19
ty ... zaraz
Ja 13:42:23
oni mieli kota ?
Andrzej Triada 13:42:28
no...
Ja 13:42:46
przecież kosmetyki ustawione w rzędzie od najmniejszego do największego i kot nie idą w parze
Ja 13:43:10
szpachelka jak widzi, że coś jest poukładane to jej się na mózg (mały) rzuca
Andrzej Triada 13:43:16
ale on akurat piękny jest! Niebieski rosyjski z rodowodem
Andrzej Triada 13:43:24
no właśnie! A historia z kotem taka, ze dostali go bo ktoś nie chciał go dłużej. Taki prezent za grubą kasę bo rodowodowy
Ja 13:44:03
"jak ostatni żule ! ... z kotem"
Andrzej Triada 13:44:04
i wzięli bo tamci zrobili masowy atak. Przywieźli wszystko naraz. Kuwetę, klatkę, piasek, żarcie
Andrzej Triada 13:44:06
bez zapowiedzi
Ja 13:44:26
rany, to dopiero wariaci
Ja 13:44:34
kotek się znudził
Andrzej Triada 13:44:36
i księgowa się teraz boi tego kota. Kumasz?
Andrzej Triada 13:44:42
ona się go boi!!!!!!!!!
Andrzej Triada 13:44:54
bije i ucieka...
Ja 13:45:01
kot, czy księgowa ?
Andrzej Triada 13:45:02
po prostu opadła nam szczena
Andrzej Triada 13:45:15
księgowa daje kotu klapsa i ucieka od niego
Ja 13:45:21
ja pierdzielę !!!!!!
Andrzej Triada 13:45:22
jak małe dziecko
Andrzej Triada 13:45:26
no kosmos!
Ja 13:45:27
no nie
Ja 13:45:43
małe dzieci dają klapsa a potem dają jeszcze pięćdziesiąt klapsów
Ja 13:46:17
ty wiesz ... może ja ich znam ?
Ja 13:47:22
przypomina mi to takich znajomych, co jak robią imprezę to wystawiają listę prezentów, którą chcą dostać
Ja 13:47:32
zaraz dam ci linka do strony internetowej
Ja 13:47:36
"imprezownik"
Andrzej Triada 13:47:50
buaaaa ha ha ha ha
Andrzej Triada 13:48:02
a ja ostatnio miałem zaproszenie na płatną domówkę
Andrzej Triada 13:48:08
kumasz? po dychu od łebka!
Andrzej Triada 13:48:22
bo laska zrobiła kanapeczki
Andrzej Triada 13:48:34
nawet bym na to nie wpadł!!!!!!!!
Ja 13:49:07
chyba bardziej przerażają mnie moi znajomi ... oni przecież zrobili stronę internetową poświęconą na taki cel !
Andrzej Triada 13:49:07
jak już to prosiłem zawsze, żeby każdy przyniósł jakieś żarło. Ale kosić opłaty za wjazd?
Andrzej Triada 13:49:17
no w sumie racja
Ja 13:49:27
http://www.imprezownik.yoyo.pl/
Andrzej Triada 13:49:31
to już kompletny odjazd
Ja 13:50:12
polecam dział "detale" i "prezenty"


Andrzej Triada 13:50:53
aaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Andrzej Triada 13:50:57
ratunku!!!!!!!!!!!1
Andrzej Triada 13:51:01
kurwa co to jest????????????
Ja 13:51:18
buachacahachac hachachca !
Andrzej Triada 13:51:41
to jakieś zjeby genetyczne!
Ja 13:51:42
no ... (dział kontakt) "Jeśli ktoś nie wie a trafił na tą stronę - to sorry..."
Andrzej Triada 13:51:51
buaaaa ha ha ha
Andrzej Triada 13:51:55
jakie kozaki jeszcze
Ja 13:52:06
hahahaha, dostają prezenty i kozakują
Andrzej Triada 13:52:18
byłeś u nich?
Andrzej Triada 13:52:18
:)
Ja 13:52:28
nie, akurat nie mogłem
Andrzej Triada 13:52:40
akurat się nie dziwię
Ja 13:52:55
ale może będzie jakaś czwarta część tego cyklu
Andrzej Triada 13:53:24
a może zrobimy wbitkę razem co?
Ja 13:53:27
zrzucimy się na pałkę do ciasta i wchodzimy
Andrzej Triada 13:53:30
ale taką destrukcyjną
Andrzej Triada 13:53:36
buaaaa ha ha ha ha
Andrzej Triada 13:53:56
w takim wielkim pudełku! zajebiście opakowane!
Andrzej Triada 13:54:04
żeby im pociekła ślinka podczas odpakowywania
Ja 13:54:09
zabierzemy ze sobą przerobiony katalog ikei
Ja 13:54:24
w którym wszystkie zdjęcia będą pokazywały zdemolowane meble
Ja 13:54:35
i zaczniemy im rozwalać meble w taki sposób
Ja 13:54:44
za pomocą tej pałki do ciasta co im kupimy
Andrzej Triada 13:55:04
a na koniec wypróżnimy im się na dywan
Andrzej Triada 13:55:13
zawsze chciałem to zrobić!
Ja 13:55:28
możemy to zrobić, jeśli w naszym katalogu ikea będzie taki dywan
Andrzej Triada 13:55:31
i zmacamy babkę gospodarza
Andrzej Triada 13:55:37
bo to ma wydźwięk symboliczny
Ja 13:55:46
macanie czy dywan ?
Andrzej Triada 13:55:53
jedno i drugie!
Ja 13:56:06
dywan ok, ale macanie ... hmmm
Ja 13:56:15
w sensie, że ona sama jest jakby z ikea ?
Andrzej Triada 13:56:21
myślisz, że nie?
Andrzej Triada 13:56:27
aaaa to przepraszam!
Andrzej Triada 13:56:29
nie tykam :)
Ja 13:59:03
może wystarczy flamastrem przerobić taki katalog
Ja 13:59:16
dorysować zniszczenia
Andrzej Triada 13:59:29
że niby taki proroczy?
Ja 13:59:30
albo wiem ... możemy dorysowywać zniszczenia po tym jak je zrobimy
Andrzej Triada 13:59:37
czy, że jest to w modzie?
Ja 13:59:45
że jest w modzie i że jest z ikea

Wednesday, February 27, 2008

Wspomnienie

Jestem w nie swojej dzielnicy, w nie swoim mieszkaniu i patrzę przez okno. Ciasno przytulone kamienice, stłamszone w nierównym rzędzie jak gromada pijaczków podtrzymujących się nawzajem. Warszawska Praga. Za nią zbliżająca się burza w słoneczny dzień, w czasie deszczu porywista - szczególnie przy otwartym oknie.

Na małym, nie swoim, kuchennym stoliku położyłem tartę z malinami. Gdy za pięć lat spróbuję ją powtórzyć, galaretka będzie półpłynna a czekolada nie przyklei się do spodu. Będę chciał jak najszybciej zapomnieć o tej porażce, która zakończy moje długie pasmo sukcesów kulinarnych. Ta jednak jest idealna, kupiona za pieniądze z pierwszego projektu informatycznego, który właśnie dziś oddałem. Doprowadzi mnie on do drugiego projektu informatycznego, który doprowadzi mnie do bardzo ciekawej pracy z trudnym szefem, która doprowadzi mnie do nieciekawej pracy z fajnym szefem, która zakończy moje długie pasmo sukcesów zawodowych porównywalne z pasmem sukcesów kulinarnych ale trochę dłuższe.

Otwieram okno aby było bardziej porywiście. Gromada podtrzymujących się pijaczków skąpana w deszczu. Jeden dostaje strzał piorunem ale stoi dalej ... takie są tutaj charaktery ludzkie, w nie swojej dzielnicy.

Friday, February 22, 2008

Misja zbawienia świata za pomocą dobrych gier

Gramy w tę grę przez ostatnie pięć miesięcy i każdy, z kim graliśmy, dzwonił do mnie następnego dnia, aby podzielić się przeżyciami z gry i tym - jak zmieniła jego spojrzenie na pieniądze.
... komentarz na rodzinnefinanse.pl

ABSOLUTE, UTTER GARBAGE.
Preposterously overpriced; capitalism at its very best.
A game for the RICH and truly STUPID. Seems to be plenty of 'em around.
... komentarz na http://boardgamegeek.com

To tak jakby Amway zrobił grę
... usłyszane podczas rozmowy w sklepie

Im częściej grasz w tą grę, tym stajesz się bogatszy"
... motto na pudełku


Zajmuje pozycję 4124 niżej niż Wysokie Napięcie ale kosztuje trzy-cztery razy więcej. Jest przetłumaczona na język polski i ma kilka fanklubów w całym kraju. Przykre, że jej liczni gracze to zamknięta społeczność, która nie słyszała o współczesnych grach. Zamknięty jest też krąg sprzedaży bezpośredniej - nie kupisz jej w sklepie rebel.pl ale jest w "Magicznym Sklepie Ezoterycznym" oraz, przede wszystkim, w licznych licytacjach allegro. Jest być może najbardziej kontrowersyjną grą planszową a z pewnością jedną z najdroższych. W tym tygodniu postanowiłem zaryzykować życie i zagrać w Cashflow 101 z maniakami tej gry.

okładka od razu sugeruje, że mamy do czynienia
z czymś kontrowersyjnym - w narożniku napis:
"Im częściej grasz w tą grę, tym stajesz się bogatszy"
źródło: victoryrw, boardgamegeek.com

Spodziewałem się, że jej miłośnicy zgromadzeni na cyklicznych czwartkowych spotkaniach, to grupa fanatyków. Sekta Cashflow setka+1, której uczestnicy dramatycznie pragną wygrać i przekraczają tą granicę, za którą liczy się tylko zwycięstwo a rozgrywka jest poważną i smutną lekcją pokory. Dodatkowo bałem się, że jeśli nieodpowiednio o niej napiszę to odpowiednie osoby mnie odnajdą i rozkażą sprzedać 40 egzemplarzy w tydzień pod groźbą odebrania mi nędznego życia. Niestety stało się inaczej. Gracze byli bardzo interesującymi i miłymi osobami, które w miły sposób wytłumaczyły mi, że muszę sprzedać 40 egzemplarzy w tydzień bo odbiorą mi nędzne życie. A tak naprawdę było zupełnie zwyczajnie.

"a teraz musisz sprzedać 40 egzemplarzy gry
albo odbierzemy ci twoje UBOGIE, nędzne życie."
Moje wyobrażenie o graczach PRZED spotkaniem.

Gra jakby broni się przed wystawianiem jej oceny, bo jest ona dydaktyczną ilustracją do serii książek "bogaty ojciec" Roberta Kiyosaki. Mogę napisać o niej naprawdę nieskończenie złą opinię a i tak nie zniechęcę grypy czytelników tych książek. I dobrze ! To przecież świetny pomysł aby wzmocnić przekaz jakiegokolwiek szkolenia za pomocą planszówki. Tym bardziej byłem zaskoczony gdy się okazało, że "bogaty ojciec" jest chyba jedynym przykładem takiej sytuacji. Nie liczę szkoleń, które używają jakieś zabawy bez rekwizytów.

W Cashflow 101 wygrywa ten, kto najskuteczniej inwestuje. Chociaż mechanika została zaprojektowana w 1996 jest ona jakby z czasów "the game of life" 1860 - rzucasz kostką i idziesz pionkiem do przodu ... z tą modyfikacją, że zamiast pól zdarzeń są karty zdarzeń i rozbudowana księgowość w miejscu prostej kwoty zarobków.

Prowadzenie ołówkiem księgowości w tabelkach "przychód", "koszty", "udziały", "nieruchomości" ... jest dość rozrywkowe (niczym jungle speed) gdy trzeba coś zmienić. Pojawiło się dziecko ? A więc:
- wymaż gumką starą wartość koszty dzieci,
- wprowadź nową wartość = ilość dzieci x koszt jednego dziecka,
- wymaż gumką starą wartość "koszty",
- wprowadź nowe, większe koszty całkowite,
- wymaż gumką starą wartość przepływ,
- wprowadź nowy, mniejszy przepływ,
- odpowiedz sobie na pytanie: czy masz ochotę grać dalej ?

Twój arkusz księgowy
W prawym górnym rogu wpisuje się
gracza, który nas sprawdza
... wyobrażacie sobie to w innych grach ?

Decyzje, przed jakimi stawia nas gra są naprawdę bardzo trudne. Jedna z kart wydarzeń:

"Giełda, możesz (tylko ty) kupić akcje spółki X za 1$.
Wszyscy gracze mogą sprzedawać w tej chwili za tą cenę.
Kurs spółki X jest w zakresie 1$-40$"

Trudna sprawa, czy kupować za 1$ akcje spółki, której kurs będzie pomiędzy 1$-40$. Jest to rzeczywiście dobra lekcja inteligencji finansowej. Co gorsze, te ceny zupełnie nie zależą od zachowań graczy. Nie ma tutaj rynku kierowanego popytem i podażą jak choćby w Wysokim Napięciu, czy Brass (gdzie kupując podnosimy cenę tego co kupujemy) ... są po prostu dociągane losowo karteczki z liczbami.

Nie wspomniałem, że gra dzieli się na dwa etapy. Do tej pory mówiłem tylko o pierwszym, tzw."wyścig szczurów". Po osiągnięciu pewnego warunku księgowego gracz przenosi się na tzw. szybki tor" na którym już nawet nie ma tych pseudo-decyzji. Zapytałem kilka osób:

- Wydaje mi się, że ten szybki tor strasznie nudny jest. To prawda ?
usłyszałem 100% "tak" w przedziale 1$-40$ łapówki za odpowiedź.

W gruncie rzeczy nie tylko "szybki tor" jest nudny ale cała gra. Najciekawsze są chyba sytuacje, gdzie gracz odsprzedaje okazję i pojawia się mały element licytacyjny, poza tymi momentami jest tylko czekanie na swoją kolejkę, rzut kostką i koncentracja aby nie przegapić opcji sprzedaży. Nudną rozgrywkę ilustruje fakt, że przez cztery godziny nie skończyliśmy żadnej partii a dwa z trzech stolików zrezygnowały przed czasem. Zdecydowanie ciekawsza była rozmowa o rozgrywce niż sama rozgrywka.

Są o wiele lepsze gry za połowę ceny Cashflow, które trwają połowę krócej niż Cashflow i są dwa razy bardziej emocjonujące. Najbliższa wydaje mi się gra "Wysokie Napięcie", rozważył bym też gry z elementem udziałów jak Acquire lub Imperial. ... niestety zakup gry do rozwijania inteligencji finansowej wydaje mi się brakiem "inteligencji planszówkowej".

Jednak bawiłem się dobrze, bo tak jak powiedziała organizatorka spotkań: "Ludzie to 80% wrażeń z rozgrywki". Spotkałem kilka fascynujących osób. Było bardzo zabawnie gdy pojawiła się okazja zakupu krugerrandów (podejrzewaliśmy, że jest to taki rodzaj parówek). Oszalałem ze szczęścia gdy na zakończenie fatalnego obiegu stanąłem na polu utraty pracy (wykrakałem rzut kostką "2") ... a potem straciłem ją jeszcze raz i jeszcze raz. I było ciekawie, gdy kilka osób powiedziało, że rzut kostką nie jest losowy - zależy od naszego nastawienia ! ... po pewnym czasie trochę się zgadzam: losowy nie jest rzut tylko jego wynik :)

W najbliższym czasie spróbuję wprowadzić do tego grona kilka gier ze świata nowoczesnych planszówek ... bardziej z ciekawości niż z poczucia jakieś wymyślonej "misji zbawienia świata za pomocą dobrych gier"

Tuesday, November 13, 2007

aka OKO

W zeszły piątek po raz pierwszy odwiedziłem planszówkowiczów w Ośrodku Kultury Ochoty aka OKO (mój badziewny słownik podkreśla na czerwono słowo "planszówkowiczów" !). Spektakl rozgrywa się w dwóch salach. W tej większej ogromny problem - jedna ze ścian jest w całości pokryta LUSTREM !

Przeciętny maniak gier planszowych wygląda jak złośliwie zaprojektowany, rozlatujący się, post nuklearny mebel ! Wygląda jak fiat tico po czołowym zderzeniu z tirem wypełnionym klinkierem ! Wygląda jak zergling przebrany za zombie i mruczy "hmmmrrr hmmmrrr". Tak wygląda i chce o tym zapomnieć.

Krzysiek. Lubi ostre gry z interakcją.
Nie odmawia partyjki Ca$h and Gun$.

Mariusz. Typ familijny. Ma pewne szanse
na założenie rodziny ... przy NAPRAWDĘ dobrych rzutach k6.

Michał. Wróg interakcji.
"German style" - Książęta Florencji

Franek. "Gram we wszystko".

Andrzej. Gry wojenne.

Blefuj

Po chwili dostrzegam, że w dużej sali jest pewna grupa, na którą lustro nie działa. Jest to elitarny zakon wśród fanatyków - sprzedawcy planszówek. Osiągnęli oni już ten upragniony stopień wtajemniczenia, że nie mają odbicia w lustrze ! Gdy siadam z nimi do ostatnio popularnej "blefuj" nie wiem jeszcze, że nie mam absolutnie żadnych szans na zwycięstwo. W grze o takim tytule nie mogę przecież wygrać z ludźmi, którzy kłamią osiem godzin dziennie. I jeszcze dostają za to pieniądze !

Blefuj to 10 minutowa karcianka. Karty przedstawiają osiem zwierzątek, którymi potencjalnie żywi się mój kot: szczur, pluskwa, karaluch, nietoperz, żaba, pająk, niepamiętam, niepamiętam. Każde z nich ma osiem kart. W sumie 64 RÓŻNIE i świetnie ilustrowanych kart, na których kocia karma ma fantastycznie uchwycony charakter, np.:

wojowniczy nietoperz i wyluzowana żaba

Blefuj jest odwrotnością mechanizmu "set collection" - przegrywa ta osoba, której wciśnięte zostaną cztery karty tego samego typu (czyżby "don't set collection" ?). W uproszczeniu wygląda to tak: zagrywasz kartę do przeciwnika i deklarujesz jakie zwierze to jest. Przeciwnik zgaduje czy mówisz prawdę czy kłamiesz. Jeśli nie odgadnie, to dostaje ją jako "wciśniętą" (kładzie widoczną na stole). W przeciwnym wypadku ty dostajesz ją jako "wciśniętą".

Mam bardzo nietypowe podejście do tej gry. Zupełnie nie interesuje mnie szczątkowa taktyka, która chyba jest obecna w tej grze. Patrzę wyłącznie na to jak się osoba zachowuje. Gram jako kapustka - detektor kłamstw. Oceniam głos, mimikę i oczy.

Bazuję też na pewnym opracowaniu. Podobno gdy osoba patrzy w prawy górny róg (z naszej perspektywy), to sobie coś przypomina. Gdy zaś kieruje wzrok w lewy górny róg to sobie coś wymyśla. Czasami zadaję pytanie "jeszcze raz, co to niby jest ?" albo "a jak niby wygląda ten nietoperz ?" i patrzę czy osoba wymyśla, czy też sobie przypomina.

Niestety nieobecne oczy sprzedawcy nie dają żadnej wskazówki. Przegrałem okrutnie. Zdruzgotany postanawiam się przejść i poszukać kogoś sympatyczniejszego. Lim-dul sprytnie ukrywa się przed LUSTREM pod pozorem choroby. Pędraka nie spotkałem, ale byli jego przodkowie. Wchodzę do małego pomieszczenia na górze, po to aby po minucie wrócić do sprzedawców rozpoczynających partię Bang.

kolejny przodek pędraka

spotkałem też przodka bazika
swoją drogą, jeszcze nigdy nie zagrałem z bazikiem !!!

Bang !
Bang jest całkowicie towarzyską grą w której zagrywając karty strzelamy do swoich przyjaciół. Gracze tajemnie losują tożsamość i związany z nim cel swojej rozgrywki.

szeryf, chce zabić wszystkich przestępców i renegata (chyba)
pomocnik szeryfa, chce tego, co szeryf
przestępca, chce zabić szeryfa i jego pomocnika
renegat, chce zabić wszystkich

Dostaję szeryfa. Ujawniam się (szeryf jako jedyny jest jawny) i wygłaszam swoją zmodyfikowaną misję - "moim celem będzie zabicie wszystkich sprzedawców gier planszowych !". Rozgrywka toczy się dość tradycyjnie, to znaczy zabijamy kolejne osoby (niestety nie są to sprzedawcy) aż do kluczowej, trzyosobowej końcówki. Oprócz mnie w grze pozostali jeszcze:

gigi

saise

Zagadka dla ciebie: Jeden z nich jest moim pomocnikiem. Który ? Proponuję zatrzymaj się z czytaniem i odpowiedz w tym miejscu.

Uznałem, że gigi ma namalowane na twarzy "jestem renegatem". Nie mogłem nawet dopuścić do siebie tego szalonego pomysłu, że jest on moim pomocnikiem. Zaufałem saise. Nawet przekazałem mu dobrą broń aby był silniejszy. Co więcej, leczyłem go. Dałem mu miejsce do spania. Karmiłem go. Traktowałem go jak brata, którego nigdy nie miałem. Opiekowałem się nim. Aż w końcu powiedziałem: "jeśli okaże się, że nie jesteś moim pomocnikiem to zaszczekam pod stołem !"

No więc zaszczekałem:

Hau ! Hau ! Hau !